Związek Sybiraków



1 września 1939r. jest datą, której nigdy, ani w Łomży, ani w Polsce, ani na całym świecie zapomnieć nie można. Wybuchła II Wojna Światowa, która dotknęła także naszych stron. Po krótkiej, ale bohaterskiej obronie polskie oddziały, broniące Ziemi Łomżyńskiej, uległy miażdzącej przewadze wroga i dnia 11 września 1939r. hitlerowcy zajęli Łomżę.

Siostra Alojza Piesiewicz tak relacjonuje pierwsze dni września: 7 września pojawiły się nad Łomżą niemieckie samoloty i nastąpiła gehenna dla Łomży i jej mieszkańców. Oprócz bombardowania lotnicy strzelali z karabinów maszynowych do ludności cywilnej. Szczególnie w nocy widać było łuny pożarów, powietrze przesycał dym i swąd, było parno jak w lecie. W dniu następnym tylko nad klasztorem benedyktynek naliczono siedemnaście samolotów, pięć druzgocących bomb padło w różnych punktach klasztoru, prawie cały gmach zawalił się. Dnia 9 września w ogrodzie zakonnym i wokół domu naliczono trzydzieści bomb, kilkanaście drzew w ogrodzie zostało wyrwanych z korzeniami, na miejscu kościoła i klasztoru sterczały nagie ściany. W katedrze były trzy uszkodzenia: duża bomba upadła na zakrystię i zburzyła ją zupełnie; bomba małego kalibru przebiła dach w bocznej nawie, złamała grubą belkę i zwaliła całe przęsło sklepienia; duży armatni pocisk przebił ścianę, rozprysnął się w świątyni, narobił dużo dziur w tynkach, wybił wszystkie szyby i witraże. Uległa spaleniu bóżnica znajdująca się na rogu ulic Giełczyńskiej i Senatorskiej i zostało zniszczonych bardzo wiele budynków. Zakonnica opowiadała dalej, że siostry poszły do schronu w pałacu księdza Biskupa. Wieczorem 10 września jedna z zakonnic idąc do klasztoru widziała tylko płonące domy i dym, kule armatnie świstały. Błądziła prawie godzinę, na ulicach było pusto, nikogo nie mogła zapytać o wskazówkę (a przecież od pałacu biskupa do klasztoru jest kilkaset metrów). Co chwila przeraźliwy huk wstrząsał ciszą nocną. Nad ranem cokolwiek ucichło, w Łomży byli już Niemcy. Rabowali wszystko co pozostało w zniszczonych sklepach i mieszkaniach, resztę wyrzucali na ulicę i zachęcali ludzi do grabieży. W mieście nie było żadnej lokalnej władzy, pozostał proboszcz - ks. Stanisław Szczęsnowicz i on 15 września wydał odezwę do parafian. Oto jej treść: 1. Widząc jak niektórzy z parafian zapomnieli o siódmym przykazaniu boskim, które mówi "nie kradnij" poczuwam się do obowiązku przypomnieć, że przez to przykazanie Pan Bóg Wszechmogący zakazuje brać rzecz cudzą bez pozwolenia właściciela i nakazuje oddać właścicielowi to, co od niego wziętym było. 2. Przypominam, że trzeba zachować należyty spokój i nie wszczynać kłótni i wszelkiego zamieszania. Dlatego też nie należy urządzać wieców i gromadnych zebrań. 3. Jak najgoręcej proszę i zaklinam wszystkich wiernych, aby w obecnym czasie wojennym zachować godny spokój, powstrzymać się od wszelkich prowokacji i wszelkiej krytyki wojska i władz, które przejęły rządy na tej ziemi, czytywać ich zarządzenia i do nich się stosować. Nowe władze zapewniają, że ludności cywilnej żadnej krzywdy nie wyrządzą, jeżeli ludność zachowa się spokojnie i lojalnie. Niechaj każdy pamięta, że zakłócając spokój nierozważnymi czynami nie tylko siebie samego naraża na ciężką karę, lecz także całej ludności i kościołowi niepowetowaną szkodę przynosi. Dnia 22 września stało się już zupełnie jasne, że Niemcy opuszczają Łomżę, pisała wspomniana benedyktynka. Na samochodach wywozili zboże, meble, w ogóle wszystko co się dało. Samoloty leciały w stronę Prus Wschodnich bez liczby i końca. Niemcy opowiadali, że na ich miejsce przyjdą bolszewicy.

Hitlerowcy opuścili miasto 27 września 1939r. i, zgodnie z zapowiedzią, dnia 29 września 1939r. Rosjanie zajęli miasto. Rozpoczęły się prześladowania ludności polskiej, ale prawdziwy terror miał dopiero nastąpić.

W nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku całe rodziny urzędników państwowych, m.in. sędziów, prokuratorów, policjantów, leśników, a także wojskowych i właścicieli ziemskich zagnano do wagonów bydlęcych. Jeńców o głodzie i bez wody pognano na Wschód w głąb ZSRR. Wagony były przepełnione, wnętrze przenikał ogromy mróz, nie było w nich żadnych toalet i wogóle cieżko było się ruszyć. Podobnie wyglądały kolejne wywózki. Druga z 13.04.1940 roku ogarnęła tych, których członkowie rodzin (głowy domu, bracia, synowie) byli ujęci jako żołnierze WP, policjanci itp., uciekli za granicę lub ukrywali się bądź zostali aresztowani jako konspiratorzy lub "wrogowie ludu" czy tzw. element społecznie niebezpieczny (SOE). Trzecia z 29.06.1940 roku, dotykająca zwłaszcza miast, objęła tzw. bieżeńców, w tym wielu Żydów, głównie tych, którzy zarejestrowali się, że chcą wrócić pod okupację niemiecką. Ostatnia, rozpoczęta na Wileńszczyźnie (zagarniętej wraz z likwidacją Republiki Litewskiej w czerwcu 1940 roku) 14.06.1941 roku, na ziemiach białoruskiej republiki zaczęła się 20 czerwca i została przerwana w momencie niemieckiej agresji.

W trakcie czterech masowych deportacji (10 lutego, 13 kwietnia i 29 czerwca 1940 r. oraz 20 czerwca 1941 r.) władze sowieckie wywiozły w głąb ZSRR - głównie na Syberię i do Kazachstanu - ponad 50 tys. mieszkańców województwa białostockiego. Były to osoby i ich rodziny, które nie popełniły żadnych przestępstw, ale uznano, że mogą być groźne dla władzy sowieckiej lub też represjonowano ich na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej (bo ktoś z rodziny był aresztowany, ukrywał się, uciekł za granicę itp.) Wywożono przede wszystkim inteligencję - nauczycieli, urzędników, policjantów i ziemiaństwo wraz z całymi rodzinami. W sumie szacuje się że na Ziemi Łomżyńskiej było to blisko 6500 osób.

O wyznaczeniu do wywózki decydowała nie tyle narodowość, co pozycja społeczna. W czasie okupacji sowieckiej liczba obywateli polskich (nie tylko Polaków, ale także m.in. Białorusinów i Ukraińców) deportowanych w głąb ZSSR w latach 1939 - 41 oszacowana została na około 320 tys. osób. Ci co mienili się obrońcami pokoju na świecie, wywieźli dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi w głąb ZSRR.


Parafia/Sanktuarium Miłosierdzia Bożego jest miejscem, gdzie pamięć tamtych dni jest szczególnie kultywowana. Wśród szumiących brzóz, których gałęzie zdają się pochylać na pamięcią poległych. Wsród liści, opadających niczym łzy po wygnanych, widnieje pomnik. Namacalny znak pamięci o tych, którzy w roku 1940 i 1941 zamienili Ziemię Ojczystą na nieludzką ziemię Archangielska, Republiki Komi, Kraju Krasnojarskiego, Omska, Katynia, Ostaszkowa, Starobielska, Kozielska, Kazachstanu, Kraju Ałtajskiego i wielu innych nieznanych miejsc.

Golgota WschoduGolgota Wschodu


10 kwietnia 2010 roku był kolejnym tragicznym dniem dla polskiej historii. Samolot Lecha Kaczyńskiego Tu 154 rozbił się na lotnisku wojskowym Siewiernyj ok. godz. 8.56. Nikt nie przeżył katastrofy. Na pokładzie było 96 osób, w tym wielu posłów, senatorów, dostojników kościelnych, wojskowych, kombatantów, członków rodzin katyńskich, które zmierzały na obchody 70 rocznicy zbrodni katyńskiej. W siedem miesięcy po tej strasznej tragedii, Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup Stanisław Stefanek, w obecności władz miejskich, odsłonił pamiątkową tablicę na Golgocie Wschodu.

Odsłonięcie tablicy upamiętniającej katastrofę 10 kwietnia 2010 rokuOdsłonięcie tablicy upamiętniającej katastrofę 10 kwietnia 2010 roku
Content Management Powered by UTF-8 CuteNews